Puchar Iławy 2013 – Dorota jako trener

Puchar Iławy w roli trenera regatowego!
Tak tak, to nie żart, pojechałam towarzyszko na regaty do Iławy i już Przemek Kasprzyk na sobotę poprosił mnie, abym podszkoliła nowego armatora pływającego na nowej ciekawej jednostce Huzar 28.
Przyjechałam i poznałam się z Rysiem, ciekawą osobistością, który wspiera nie tylko swoje żeglarstwo ale też np.: drużynę piłkarską z Torunia. Zresztą ekipa piłkarzy była wraz z Rysiem w Iławie. Kiedy Przemek, zaprowadził mnie do ekipy, to od razu było wesoło z dużą ilością przyśpiewek, tym razem iście piłkarskich. Po jakimś opuściłam towarzystwo piłkarzy z prezesem na czele, z którym właśnie w Sobotę miałam startować.

W całym ośrodku było przecież mnóstwo innych zaprzyjaźnionych osób z którymi warto porozmawiać, skoro się człowiek widzi raptem parę razy do roku a często i tej jeden jedyny raz i to właśnie na najważniejszej imprezie towarzyskiej sezonu czyli pod Omegą w Iławie. Wieczór bardzo sympatyczny ale trzeba pamiętać że rano żeglujemy… i trzeba przyznać ze właśnie w tym momencie często pamięć zawodzi… konsekwencje dla niektórych były odczuwalne dopiero w sobotę w okolicach południa co dało się słyszeć w komentarzach na wodzie.

 

Starty w sobotę były trudne bo warunki kręcące i zmienne oraz słabiutki był wiaterek… Trzeba tez dodać, że na regatach pojawiła się rekordowa ilość jednostek startujących w T3, T2 wiec było z kim rywalizować o dobre miejsce na starcie. Wiadomo że niezależnie od warunków na wodzie, zawsze jest przyjemnie. Piękne słońce i kręcący wiaterek, towarzyszyły podczas długiej halsówki na rozlewisko Szałkowo. Tam w klasie dopłynęliśmy na jednostce Huzar na około 8pozycji… niestety mimo cudownego wyglądu jednostka do regat PPJK się nie do końca nadawała. Przez swoją masę i przygotowanie również pod wody morskie nie była wstanie nawiązać walki z lżejszymi jednostkami w klasie T3. Na rozlewisku rozegrano kolejno 2biegi, dzięki czemu mogliśmy zrealizować planowane szkolenie i miałam okazje przekazać kilka rad armatorowi. Sądzę że był to udany dzień który zaowocował ciekawymi decyzjami, a na pewno mogę się cieszyć bo Rysiek chce się ścigać i myśli o kupnie lżejszej jednostki, która stanie do walki.

Sobotnie popołudnie jak zwykle w Iławie wypełnione na bogato programem artystycznym. Zespół tradycyjnie szantowy, towarzystwo z uśmiechami na twarzy korzystało z bardzo ciepłego wieczoru. Moje minimalne szkolenie regatowe nabrało rozgłosu i już w sobotni wieczór zostałam poproszona przez team NATA o popływanie z nimi i podszkolenie w Niedzielę. Sądziłam, że chłopcy tak pod pic mnie biorą i sobie po prostu popływamy! Okazało się jednak, że Marcin Woźniak naprawdę w niedzielny poranek oddał mi ster a sam zasiadł do foka informując, że załoga jest gotowa do treningu i wszelkich uwag… Ciekawie się zrobiło Skupiliśmy się na każdym szczególe i wychodziło to nam bardzo dobrze. Kiwka co każdy zwrot, naciąganie łódki na siebie i hop… rytm osiągnęliśmy idealny. Marcin ciągle pracował na foku, Krzysiek kontrolował przechył z precyzja aptekarza, jedynie Tomek przyglądał się nam z dziobu obejmując maszt, bo nie było za bardzo dla niego miejsca w kokpicie. Sądzę, że on najwięcej zyskał z tych drobnych moich uwag, mając pełen spokój i szansę na analizę sytuacji. A było co analizować bo od samego startu walka na wodzie była bardzo zacięta. Nasz wyścig szkoleniowy okazał się bardzo udany, na metę wpłynęliśmy na 2 miejscu tuż przed Karolem Górskim, od którego lepiej wykorzystaliśmy na koniec zmiany wiatru. Cały wyścig to była ciągła praca na prędkość, szoty ciągle w ruchu, każdy podmuch wykorzystany z pompą! A na koniec radość i nawet małe zmęczenie! Niedługo może dalszy ciąg relacji Teraz zmykam. Dorota

sponsorzy wyjazdu do Iławy: Print
w prezencie rozdałam niektórym małe książeczki szantowe, ale jak się okazało na wieczorku są lepsze do nauki tekstu jednak niekoniecznie wieczorową porą. 😀