NORD CUP 2014

Za nami 3 regaty Pucharu Polski. Tym razem uczestniczyliśmy w regatach Nord Cup w Gdańsku, na naszych lokalnych wodach. Przygotowanie sprzętowe mieliśmy bardzo dobre, wszystko na czas pierwsi zgłosiliśmy się do regat, w piątek udało się zrobić krótki trening i przygotować łodkę do sobotniego startu. Sobota przywitała nas piękną pogodą słońce i wiatr. Start rozpoczął się o godzinie 12:00 ale na wodę zeszliśmy dużo wcześniej, dlatego że akwenem regat dla klas Delphia i Skippi był akwen C, czyli najbardziej wysunięty na zatokę na wysokości portu północnego.


Pierwszy wyścig płynęło nam się rewelacyjnie, cała załoga ze sobą współpracowała, Adam dziobowy meldował o wszystkich zmianach wiatru, odkrętkach i przekazywał wszelkie ważne uwagi. Michał prowadził grota na co się w końcu zgodziłam, dzięki temu mogłam skupić się na prowadzeniu łódki. Łukasz bezproblemowo już wychylał się na balaście, widocznie mięśnie zdążyły mu się przyzwyczaić do tak innej od biegania pozycji. Technicznie pracowaliśmy też na fali, czego nie mogłam ogarnąć z tą łódką na poprzednich regatach w Gdyni. Dzięki temu, że wykorzystywaliśmy każdą falkę mieliśmy cały czas dobrą prędkość na pełnym i ciągle doganialiśmy stawkę.

Kolejny wyścig był bardzo trudny bo przyszły bardzo mocne szkwały rozwiało się momentami do takiej 5ki w skali B. Na szczęście okazało się, że łódka mimo niedużej masy załogi bardzo lubi takie warunki i rewelacyjnie się ją prowadzi. Po pierwszym okrążeniu ciesząc się, że wiatr trochę siada nie skupialiśmy się na tym, że może go nam zabraknąć na prawej stornie trasy wyścigu, której się kurczowy trzymaliśmy… no i siadło… za to tym jachtom, które dość logicznie i poprawnie wybrały lewą stronę wyścigu bardzo wydało i odrobili do nas stratę i tak z początku stawki przesunęliśmy się na szary koniec. Jest to kolejna nauczka na przyszłość, żeby więcej obserwować całość i wiatru.
W drugim okrążeniu na górną boje weszliśmy na ostatniej pozycji L. Za to wykorzystując duże doświadczenie regatowe Adama, odłożyliśmy się na drugą stronę niż cała stawka, bo to było jedyne słuszne rozwiązanie…. Okazało się, że tym razem na tyle dobre, że na metę wjechaliśmy na 7 pozycji, zostawiając za sobą 3 jachty. Zostawilibyśmy za nami 4 jacht, niestety popełniłam dziecięcy błąd i po ostatniej rufie, którą miała nas już wprowadzić na metę zagapiłam się i pojechałam bardzo ostro i właśnie te metry podjechania w górę zamiast w dół z wiatrem na metę zadecydowały o tym, że pod samym pinem metę parę sekund przed nami przekroczył team Toyota Podlasie. Wiedzieliśmy że ten jeden punkt był bez sensu stracony. Za to jest to dla nas nauczka na przyszłości.